Współpraca

Yggdrasil - portal o grach

Moodr! 02-05-2016 10:42:59

 

pomor

Aura sprzyjała walkom; bogowie pobłogosławili śmiałków na jarlów i erny swoją obecnością i sami, wraz z chmurami oraz słońcem wysoko wiszącym na niebie, obserwowali ich zmagania.
Grody miały dostać nowych władców, wyłonionych sprawiedliwie, uczciwie, w sposób prawy. Nikt nikomu nie mógł już zarzucić samowolki. Nikt już nie uprawiał woluntarystycznych cudactw. Prawo było prawem, niezawisłym, umacnianym poprzez ilość osób, które zasilały grupę świadków pojedynkowania. Na własne oczy zebrana gawiedź widziała lejącą się krew. Wszyscy obserwowali zmagania Ravhony Lisicy, Kalfa, Gothberga, Sandra z Moraiki oraz Urisiela o złotym włosie. Nie było więc li człeka, który z gulgotem w gardzieli, z żalem oraz niezadowoleniem mógł podnieść głos na wynik thingru.
Prawo było prawem.
Norgard doczekał się rządów kolejnej kobiety; zadowoleni, czy też nie, głowy klanów musiały przyjąć ernę Ravhonę Lisicę, co dwa pojedynki stoczyła i w sposób uczciwy objęła władzę nad grodem.
Rządy Urdheimu miał objąć znawca bestii, młoda krew, Urisiel Kristiansen.
Wielkim zaskoczeniem została naznaczona wieść o cichej, niemalże bezgłośnej śmierci Wulfgara Czarnej Grzywy. Jarl morski odszedł w spokoju, siedząc na swym tronie. Po walkach, grupa vaegrów dostrzegła nienaturalnie blady odcień jego skóry. Wniósłszy żałobną pieśń, pożegnali swego władcę, poskromiciela wód i oceanów. Dobytek władyki spadł na ręce Oneny Frimir, dobrej przyjaciółki morskiego suwerena. Wdowa jednakże, na znak dobrej woli oraz hołdu dla nowych władców Norgardu oraz Urdheimu, podarowała im statek, który to otworzył linię handlową między osadami i wyspą piratów, zapewniając tym samym umocnienie gospodarcze oraz niesłabnący przepływ towarów.
W zamian wzięła swoją wolność i wolnością otoczyła Jern Villsvin Dom Łowców; ogłosiła bezfrakcyjność, apolityczność, dodając, że władza polityczna czy z Norgardu, czy z Urdheimu do Jern Villsvin nie sięga, bo i Jern Villsvin nigdy nie nastanie na niczyje rządy, a jedynie w przyjaźni i z wielkim oddaniem jeden oraz drugi gród będzie bronić przed zakusami magii złej, plugawej, destrukcyjnej.
Tym samym ruszyła rekrutacja do Domu Łowców, gdzie mile widziany byli wszyscy, co tylko posiadali umiejętności fechtowania orężem i pożądali swe życia poświęcić walce z czarostwem podłym a występnym.

W międzyczasie powstał pakt Urdheimski, który podpisany został przez niektórych Thanów wiosek południa. Wprowadzono w nim prawa jakie mają panować na ziemiach podległuch władcy Urdheimu.


Podczas gdy jedni wiwatowali, inni rozpaczliwie darli włosy z głów. Niejednokrotnie już słyszano o bezpodstawnych atakach dzikich zwierząt na przypadkowych wędrowców. Wróble, wiewiórki, kuny, nawet gołębie pikowały w dół, dziobiąc bez litości, gdzie tylko udało im się znaleźć połać odsłoniętego ciała.
Plotki o ataku dziwnego niedźwiedzia również rozniosły się na północ i południe, a opowieściom o nagłych zmianach zachowania ludzi pogryzionych tudzież podziobanych nie było końca.
Najstraszliwsza jednak wiadomość rozeszła się po tym, jak Vigr Grandinsson z Nordgadu rzucił się i gołymi zębami swoją własną matkę na śmierć niemal pokąsał. Dwójki mężów było trzeba aby go utrzymać. Gdyby tego nie było dość, trzeba było by wspomnieć że Vigri ledwie dwa tygodnie temu dziewięć skończył wiosen.
Do dziecka wezwano staruchę, która miała obaczyć cóż za zły duch go opętał. Kobieta jednak jeszcze gorszą wieścią się podzieliła. Vigr krwawił z ust i spod paznokci. Opanować się nie mógł i wszystko atakował. Jedno tylko wyjaśnienie na myśl przychodziło starowinie. Moodr!
Moodr starą był plagą, która w dawnych opowieściach trwać miała jedynie. Choroba ta potworna była i złe duchy ją roznoszące umysł ludzki w człeku niszczyły i w bestię go zamieniały. Po oczach można chorego poznać – czerwone ponoć się robią. Moodr powrócił, gdy czasy już się uspokoić miały dla Nordgardu i Urdheimu.
Jak zaś Moodr wyleczyć można było? Ano, ponoć chory musi zginąć, zaś jego ciało spalić trzeba. Jak więc plagę zatrzymać, nim wszystek ludzie w bestie się zamienią i sami wymordują? Mówiły stare powieści, że naraz można ze złymi duchami plagi tej skończyć znajdując jej źródło i wraz je oczyszczając.
Któż już jednak jest chory? Kogo zabijać? Czy aby na pewno zabijać? Jakże to bowiem swych własnych braci i siostry za czerwone oczy ubijać?
Jak nic śmiałkowie musieli się jakowiś znaleźć, co Nordrun uratują!

//To nie żarty, plaga się roznosi! Ratujcie siebie! Ratujcie innych! Nikomu nie ufajcie! Każdy może chory być! Od każdego chorobę można złapać! A może i wy sami już chorzy jesteście?
Zali czy z chorobą walczyć? Czy da się to w ogóle uczynić? Czy też może lepiej od razu żywot swój zakończyć, gdy tylko oczy czerwone się staną - nim jeszcze choroba umysł całkiem opanuje i bliskich swych zabijesz?
Pochodzenie zarazy znajduje się na grze. Poprzez skrupulatnie prowadzoną fabułę, Mistrzowie Gry wiedzą, kto jest już zarażony, a kto jeszcze nie. Informacje o postępujących etapach choroby będziecie dostawać na bieżąco na PW.
Uwaga! Moodr jest chorobą śmiertelną. Znakiem tego, postaci będą ginąć. Wasza w tym głowa, żeby znaleźć źródło choroby i pozbyć się go raz, na zawsze.
Niech Moc będzie z Wami! (przyda się...)//